STARTOWA | O NAS | AKTUALNOŚCI | OŚWIADCZENIA | DOKUMENTY | OPINIE/DYSKUSJA | LINKI | FORUM | KONKURSY | KONTAKT
 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej
Oddział w Zielonej Górze

ul. Stary Rynek 2-3
65-001 Zielona Góra

tel: 605832776; 601576482

e-mail:
biuro@dziennikarzelubuscy.pl

NIP 973-09-43-753
REGON 080299904
KRS 0000317685
NR KONTA 82 1090 1535 0000 0001 1375 3363 BZWBK 1 Oddz. Zielona Góra

Dzień: 05.02.2012

Imieniny: Agaty, Adelajdy, Justyniana

Strona Główna » AKTUALNOŚCI » Jak się wziąłem za Snobkę.


Jak się wziąłem za Snobkę.

W 1992 r. po wernisażu Stanisława Antosza w galerii „U Jadźki”, dokładnie 20 marca, ukazał się pierwszy felieton opisujący nieco plotkarskim, ale ładnym językiem polskim to wydarzenie. Tak narodziła się Snobka.

Jak sama twierdzi, namówiła ją do takiego pisania redakcyjna koleżanka Hanna Donarska-Galek. Choć w niedawnej audycji radiowej powiedziała, iż zaczęła pisać jakby z rozpaczy, że znalazła się na emeryturze i nie wiadomo co dalej... Z lat 1992 - 98 udało się ocalić tylko po kilka, kilkanaście felietonów; zapewne w tym czasie powstało ich więcej (dlaczego są takie luki - o tym niżej). Dopiero od 1999 r. widać pewną regularność w druku, mniej więcej co pół miesiąca Snobka drukuje swe refleksje. Szczyt Jej felietonowej aktywności przypada na lata 2000., gdy teksty - nieco krótsze niż te wcześniejsze - ukazują się nawet dwa razy w tygodniu. Te gawędy, refleksje, opisy, czasem recenzje, słowem dość charakterystyczne felietony autorskie podane w atrakcyjnej dziś formie zbliżonej do plotki z wyższych sfer, to znakomita kronika kulturalna Zielonej Góry. To niepowtarzalny dokument czasu. A jak skrupulatnie zrobiony! Bo mamy w nim nie tylko opis jakiegoś faktu, ale i autorskie odniesienie się do niego, często ocenę lub podpowiedź dla czytelnika, jak co rozumieć, albo przynajmniej jak rozumie to Autorka. Niekiedy trochę pedagogiki - że np. warto kupować karmniki i dokarmiać ptaszki. Czytamy zatem niby relacje, a w rzeczywistości gotowe, zinterpretowane (choć nie nachalnie) i podane do skonsumowania wręcz obrazki socjologiczne. Ileż można się z nich dowiedzieć i nauczyć o muzyce, malarstwie, teatrze, o ludziach aktywnych twórczo, o społecznych zachowaniach...No i ten język, pojagielloński (czyli absolwentki Uniwersytetu Jagiellońskiego). Piękna, subtelna polszczyzna, skrząca się niebanalnymi dowcipami, nierzadko ironią. A gdy trzeba pełna zadumy, spokoju. Zawsze z pewnym dystansem (głównie Autorki wobec siebie, bowiem potrafi patrzeć samokrytycznie i autoironicznie).W zasadzie felietony są apolityczne, lecz rzadko, bo rzadko, ale czasem Snobka jednak nie wytrzymuje i odnosi się do sytuacji - w kraju. Szczególnie po nastaniu Polski Kaczyńskiej. Dyskretnie też niekiedy broni, i słusznie, minionego okresu Polski Ludowej i takich jej tradycji, jak powiedzmy Dzień Kobiet. Niekiedy broni ironizując: „Toteż prowadzący red. Edward Mincer (Radio Zachód) musiał go (Alfreda Siateckiego - przyp. E.K.) porządnie przypierać do muru. Aż doszło do tego, że ten przeciwnik „komuny” zaczął bronić PRL-u. Że zdarzały się wtedy i dobre chwile. Na to pan Alfred, że to przecież powieść groteskowa”. Powiedziałbym, że Snobka robi się coraz odważniejsza (politycznie) im bliżej dnia obecnego. Początkowo bowiem wielu z nas zachłysnęło się kapitalizmem jako remedium na wszystko. Dopiero z wiekiem wyszło, iż wcale ten nowy (czy też reanimowany) ustrój nie jest taki dobry dla ludzi. A ostatnio to już w ogóle... (że zastosuję figurę z Snobki z charakterystycznymi kropkami).***Felietony (gdy dostałem do rąk wycinki to było ich ponad 550) ułożyłem według najprostszego klucza - chronologicznie. Wobec czego Czytający je (Czytająca - to forma dla pań) ciurkiem na pewno zauważy powtarzalność życia społecznego, a zwłaszcza kulturalnego, miasta. Snobka co roku uczestniczy i opisuje Międzynarodowy Festiwal Folkloru, Winobranie, stałe koncerty w Filharmonii Zielonogórskiej i przeglądy lub Noce Poetów organizowane przez Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego. Także Lubuskie Czwartki w Norwidzie i tamże wręczanie Wawrzynów Literackich. I inne podobne zdarzenia. Bywa też w mniej oficjalnych miejscach, jak kawiarnie, perfumerie, odwiedza sklepy, pokazuje w nich ludzi i siebie. Czasem wyjeżdża do Żar, Sulechowa, Żagania...Z tych ponad 550 wyciętych ze stron „Gazety Lubuskiej” felietonów w książce jest 455, jeśli dobrze liczę, plus dwa powstałe w trakcie opracowywania tego zbioru i nie drukowane w „GL”. Nie sądzę, że to cała twórczość felietonowa Snobki (a pamiętajmy, iż funkcjonuje Ona 16 lat). Autorka „I ja tam byłam...” też sugeruje, że to zaledwie połowa napisanych i wydrukowanych tekstów. Przechowywanych dotąd przez Nią w formie wycinków, a nie w pamięci komputera, co nakazało niestety pracochłonne i długotrwałe odtworzenie części tych ocalałych. Gdyż co najmniej połowa gdzieś przepadła w trakcie choroby Felietonistki, gdy była zmuszona zostawić swe mieszkanie Pod Filarami na starówce i trafiła do Domu Kombatanta. Nie sprawdzałem jakie teksty zostały opuszczone i w konsekwencji są tutaj nieobecne; zapewne jest ich sporo, gdyż nawet w trakcie przygotowań do druku podrzucano mi z różnych źródeł kolejne, pojedyncze publikacje. Mam jednak nadzieję, iż Snobka jako dziennikarka z krwi i kości zrozumie kolegę po fachu (ba, swego imiennika). Po prostu w tym zawodzie nie ma czasu na dłubanie w archiwach. Trzeba się nieustannie spieszyć. Dlatego odpuściłem sobie penetrację zasobów bibliotecznych. A na wynajęcie podredaktora nie stać było ani mnie, ani Wydawcy. Choć może gdybym w porę zaapelował do wiernych fanów Snobki lub do bibliotek o pomoc w penetracji archiwalnych numerów „GL”... Lecz na to w stosownym momencie nie wpadłem. Zostawiam sobie jednak możliwość uzupełnienia książki w wydaniu drugim i następnych, gdyż wierzę, iż pozycja natychmiast rozejdzie się jak świeże bułeczki.Sytuacja z brakującymi wycinkami okazała się jednakże zbawiennym rozwiązaniem redakcyjnym, swoistą selekcją naturalną. 1.000 felietonów z hakiem oznaczałoby bowiem konieczność wydania dwóch, może trzech tomów, co byłoby trudne do zrealizowania. Tak więc życie samo przyniosło wyjście z sytuacji...Drukowane tu publikacje są więc przedrukami z „Gazety Lubuskiej”. Niemal nic nie poprawiałem! W paru miejscach pozwoliłem sobie jeno wyciąć pewne fragmenty dotyczące zdarzeń i osób niezielonogórskich, zwłaszcza jeśli bywały u nas jednorazowo, a ich związki z miastem okazały się potem incydentalne (choć kto wie, jak będzie w przyszłości). Wyciąłem te parę fragmentów, bo mityczny dziś Rynek i jego niewidzialna Ręka domagają się swoich praw: nie nudzić, pisać atrakcyjnie, krótko, trzymać czytelnika w napięciu, no i dobrze, żeby On w tym znalazł siebie. Tego starałem się pilnować. I mam nadzieję, iż tak właśnie jest z książką Snobki, a Szanowni Czytelnicy, zwłaszcza zielonogórzanie, rzucą się od razu na zadrukowane strony. Szczególnie właśnie liczę na lekturę (i zakup dzieła) ze strony setek wymienionych tu Nazwisk. Bohaterów tego wyboru tekstów. Snobka bywała w wielu miejscach, jak informował stały tytuł Jej publikacji, zatem pisała o ludziach, o setkach postaci. Dziś ci wszyscy, uwiecznieni w książce powinni ją za to pocałować z wdzięcznością w ręką. I wręczyć kwiatek, oczywiście...

EUGENIUSZ KURZAWA Wilkanowo, 9/10 - 24 listopada 2008 r.